W dyskusjach dotyczących polityki kulturalnej toczy się wielka krucjata - której zresztą sama jestem gorącym orędownikiem - "uspołecznienia", "odelitaryzowania" kultury, znajdowania wspólnej płaszczyzny zrozumienia twórców, mieszkańców, polityków. Można wręcz mówić o dążeniu do demokratyzacji działań kulturalnych, albo przynajmniej apelowaniu o to.