Za prace nad doktoratem z zarządzania zabrałam się jako artysta muzyk. Brnęłam przez różne obszary, wszystko było dla mnie nowe i fascynujące. Ekonomiczna interpretacja wartości kultury też. Olśnienia doznałam na pewnej konferencji. Przysłuchiwałam się kolejnym referatom i uporczywie nękała mnie jedna myśl: "Co oni tam liczą??? I po co???" Jakoś nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że nie ma to większego sensu i nie za bardzo ma związek z kulturą.