poniedziałek, 29 lutego 2016

... a wyszło jak zwykle

Chciałam się rozstać z miastem Słupsk po angielsku - po cichu, bez awantur. Niemniej w ostatnich dniach w dość bezczelny sposób zostałam wyrwana do odpowiedzi, więc pozwolę się sobie do tego faktu ustosunkować.



Z powodów osobistych moje dalsze sprawowanie stanowiska Dyrektora Wydziału Kultury w Urzędzie Miasta Słupsk niestety nie jest możliwe. Jak się już jest po czterdziestce, to chyba pewne sprawy priorytetowe stają się jeszcze bardziej priorytetowe. Trochę żal, bo zdążyłam się bardzo zżyć z tamtejszym środowiskiem, niemniej szczerze mówiąc piastowanie tej funkcji przeze mnie przede wszystkim nie miało większego sensu.

Nie wiem, po co została zatrudniona osoba z moimi kompetencjami, skoro tak naprawdę potrzebny tam był sprawny urzędnik do wykonywania poleceń. Odczuwałam to nieustannie zarówno na poziomie koncepcyjnym (nikt z moich przełożonych nigdy mnie nie zapytał, na co moim zdaniem powinniśmy położyć nacisk w polityce kulturalnej, ani jakie są na przykład najpilniejsze potrzeby), a jeszcze gorzej było na poziomie operacyjnym.

Obejmując stanowisko Dyrektora Wydziału Kultury dostałam do dyspozycji kwotę ok. 4 tys złotych na realizację zadań w obszarze polityki kulturalnej oraz 3 kompetentnych i zaangażowanych pracowników. Budżet żaden - ale ok, rozumiem, miasto ma potężne problemy finansowe, trzeba dysponować tym, co jest. Tym bardziej, że w moim przekonaniu było tam wiele istotnych zadań, które tak naprawdę nie wymagały nakładów finansowych (na przykład zjednoczenie środowiska i wypracowanie mechanizmów pozwalających na neutralizowanie wpływów politycznych, wprowadzenie systematycznej, jakościowej ewaluacji instytucji kultury, stymulowanie zadań w skali mikro i praca nad dotarciem do mieszkańców niezaangażowanych w życie kulturalne). Tyle, że są to działania, na których efekty trzeba poczekać. Tymczasem władza, jak absolutnie każda władza lokalna w Polsce potrzebowała spektakularnych wydarzeń i to najlepiej takich, które by dobrze wyglądały w TVN-ie. Bez kasy naprawdę ciężko. Poza tym jak obejmowałam urząd to sobie prywatnie obiecałam, że nie będę powielać ŻADNYCH patologii zarządzania publicznego w kulturze - więc nie chciałam się z tym kierunkiem zgodzić.

I tu następował pierwszy zasadniczy konflikt interesów. Wydział kultury traktowany był przez moich przełożonych jak agencja artystyczna (choć czasami nawet nie bardzo artystyczna - bo na przykład Święto Ryby moim zdaniem niewiele ma z kulturą wspólnego). Dostawaliśmy na przykład informację, że trzeba zrobić imprezę - najlepiej masową na placu Zwycięstwa i naszym zadaniem było składanie propozycji - zazwyczaj odpadały, bo były albo za drogie, albo nie takie. Przepychanka trwała do ostatniego momentu. Kosztowało to masę czasu i energii.  Kluczowy w tym wszystkim był fakt, że jako Wydział Kultury nie dysponowaliśmy budżetem - kasa była w posiadaniu Dyrektora Biura Prezydenta. Nie chciał określić jakie środki mamy do dyspozycji i nie potrafił też zrozumieć, że jeśli przygotowujemy program artystyczny to musimy kontaktować się z artystami i te rozmowy są poniekąd wiążące, bo artysta to nie stolarz. Permanentne wycofywanie się z rozmów prowadziło do tego, że nie chciano z nami współpracować. Pomijam już fakt częstych insynuacji, że przecież artystom powinno zależeć na promowaniu się w Słupsku, więc powinni to robić za darmo, w najgorszym wypadku po kosztach.

Kolejną patologią były oczywiście polityczno-towarzyskie zależności, których skutki w ostatnich dniach odczułam boleśnie na własnej skórze - do tego jednakże ustosunkuję się niebawem. W Słupsku jest relatywnie dużo publicznych instytucji kultury, finansowanych z kasy miasta. Absolutnym oczkiem w głowie poprzednich władz (i częściowo obecnych) była orkiestra symfoniczna Sinfonia Baltica - zdaniem rządzących jedna z najlepszych orkiestr w kraju. Jak przyjrzałam się sposobowi jej funkcjonowania, to mi się włos na głowie zjeżył. Mówienie o nadużyciach jest chyba tu dość delikatnym stwierdzeniem. Zwróciłam się o interwencję do moich przełożonych, niemniej sprawa została teoretycznie wyjaśniona w cztery oczy, a praktycznie zamieciona pod dywan. Pikanterii dodaje jeszcze fakt, że Sinfonia Baltica współdzieli salę z Nowym Teatrem im. Witkacego. Jedna sala - a dwa odrębne piony organizacyjne i administracyjne (również dwa wejścia i dwa inne okienka kasowe - co wygląda kuriozalnie). Czyli mamy w jednym budynku w sumie ok 40 etatów artystów, ok 40 pracowników administracyjnych i technicznych i 5 osób wynagradzanych w stopniu zaszeregowania dyrektora. Chciałam połączyć administracyjnie te dwie instytucje przy zachowaniu ich odrębności artystycznej. Też się nie dało, bo zaburzyło by to status quo władz Sinfonii Baltica. Interes towarzysko-polityczny wygrał ze zdrowym rozsądkiem, racjonalnym gospodarowaniem środkami i rzeczywistym dobrem kultury.

W tej chwili powołano nowego dyrektora teatru - ma on tam zamiar robić teatr off-owy. Przy takim budżecie jakim dysponuje (ok 1,8 mln) i takich warunkach organizacyjnych rzeczywiście innego teatru tam się zrobić nie da. Niemniej trudno mi zrozumieć, po co w tak niewielkim mieście jak Słupsk kolejny teatr off-owy? Przy Słupskim Ośrodku Kultury funkcjonuje Teatr Rondo - na granicy różnych form teatru. Jest to niezwykle ciekawe artystycznie miejsce, gdzie dzieje się wiele interesujących rzeczy. Jestem przekonana, że Dyrektor SOK jakby dostała dodatkowe 300 tys. (a nie 1,8 mln) byłaby w stanie z tej instytucji zrobić jeden z najważniejszych teatrów offowych w kraju.

Takich przykładów jak powyższe było bez liku. Ale w sumie najgorszy był dla mnie odczuwany na każdym kroku brak szacunku. Jak nie ma szacunku - to nie może być dialogu. Sztandarowym przykładem była żenująca z mojego punktu widzenia sytuacja, kiedy Prezydent wraz z Dyrektorem swojego biura zrobił karczemną awanturę Dyrektorce Biblioteki o to, że przed wejściem do budynku jest miejsce parkingowe dla osób niepełnosprawnych i stoi tam czerwony samochód, co zdaniem obu Panów skandalicznie razi odczucia estetyczne. A to, że biblioteka jest jedną z najważniejszych i najlepiej zarządzanych bibliotek w kraju to już była sprawa drugoplanowa. Miałam nieodparte wrażenie (zresztą nieodosobnione), że priorytetem władz miasta było to, że najważniejsze są sprawy wizerunkowe i wszystko ma przede wszystkim dobrze wyglądać. Ponadto ciągle gdzieś podskórnie wyczuwalne było takie przekonanie, że "wy tu macie wszystko źle, a my wam pokażemy jak ma być dobrze".  Odgórny nakaz sporządzenia oddolnej strategii to chyba nawet nie wymaga specjalnego komentarza.

W sierpniu, bez praktycznie żadnego budżetu, siłą zaangażowania słupskich instytucji kultury i organizacji pozarządowych zorganizowaliśmy Urodziny Miasta. Środowisko się zjednoczyło, mieszkańcy wzięli czynny udział, coś się udało mniej, coś bardziej - wiadomo, niemniej jedyna krytyka jaka się pojawiła popłynęła z gabinetu Prezydenta Miasta (i to w zasadzie nie od samego Prezydenta, tyko jego najbliższych współpracowników). To był wyraźny dowód polaryzacji "my versus oni".

Podczas mojej obecności w Słupsku miałam wrażenie, że Prezydent jest gościem i pełni rolę głównie wizerunkową - a szkoda, wielka szkoda. Nie mieliśmy się okazji w zasadzie poznać - podczas mojego urzędowania rozmawiałam z nim zaledwie kilka razy, niemniej wydaje mi się, że jest inteligentnym i światłym człowiekiem. Gdyby przyjrzał się temu, co się dzieje w mieście bardziej gospodarskim okiem, to wyglądałoby to zupełnie inaczej.

Konkludując... Jadąc do Słupska miałam nadzieję - podobnie zresztą jak tysiące innych osób, że jest to miejsce, gdzie możliwa jest inna polityka publiczna, że będzie to swoiste laboratorium, które wskaże, że można racjonalnie zarządzać miastem w oparciu o szacunek, dialog, rozwój miasta poprzez rozwój jego mieszkańców. Niestety Słupsk nie odbiega od ogólnopolskich standardów. Najsmutniejsze jest odczucie, że skoro się tam nie udało, to na pewno nie uda się nigdzie indziej..

Na jednym ze spotkań w ścisłym gronie władz usłyszałam, że "polityka i etyka to są dwie różne sprawy" - wtedy już wiedziałam, że w takim razie to nie dla mnie. Nie zmienia to faktu, że coś mi się tam jednak osiągnąć udało - i wszystkim, którzy mnie w tym wspierali bardzo bardzo serdecznie dziękuję!!!

33 komentarze:

  1. Szczera do bólu niestety tak to wszystko w tym kurwidolku funkcjonuje

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego umowy ze stolarzem nie są wiążące?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stolarz zyje, zyje i umiera..... podobnie jest z czlowiekiem. Paulo Coehlo

      Usuń
  3. Czuje się obrażony - Pani obraza moja inteligencję i dodam tylko, iż od lat nie mieszkam w Słupsku choć to moje miasto rodzinne. Na pewno jednak nie pozwolę o Orkiestrze i kulturze w tym mieście powiedzieć złego słowa... .Znam tez nieco realia obowiązujące w Słupsku. Proszę się spakować i więcej tu nie pokazywać. Przyniosła Pani wstyd a swój jad i pseudointelektualizm proszę wylewać gdzie indziej, Adieu .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istoto MILCZ

      Usuń
    2. Dlaczego ma milczeć ? Bardzo dobrze napisał !!!

      Usuń
  4. Nie unos sie pan....Szkoda sensu....

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Anno, jeszcze przed chwila widzialem tu wpis jakiegos Pana, powszechnie znanego (chyba mial na mysli- szanowanego) przez Finow. Nie mial o Pani dobrego zdania chyba. Pisal tez peony o orkiestrze, ktora osobiscie rowniez uwazam za slabiutka, nawet w skali kraju. Wrocila do niego refleksja chyba i wpisy usunal...Pozdrawiam Pania

    OdpowiedzUsuń
  6. Opisana przez Panią praktyka niestety dotyka także innych dziedzin życia tego miasta

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekamy na dalszy opis układu w Słupsku, zwłaszcza o rolę Anaszewicza i Wojewódzkiej

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam podobne odczucia nt. Orkiestry i Nowego Teatru. Nie ma co udawać, Orkiestra i Teatr jest na miarę naszego miasta i nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
  9. bez sensu jest to, ze jedna z wiekszych instytucji kultury czyli Baltycka Galeria Sztuki Wspolczesnej nie podlega pod Ratusz tylko pod Urzad Marszalkowski w Gdansku - a BGSW sklada sie z az trzech miejsc: Galeria przy ul. Partyzantow, Baszta Czarownic i Galeria w usteckim porcie. O jakosci pracy tych miejsc nie chce pisac, prosze sie samemu przekonac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w pełni. Prawie 20 osób zatrudnionych, a na wystawy przychodzi po kilka osób z małymi wyjątkami na więcej lub mniej. Martwe miejsce. Łza się w oku kreci jak sobie przypomnę, jakie kiedyś były wystawy, znakomite podręcznikowe nazwiska ze świata sztuki. Nie wiem jak się upomnieć o względną pracowitość tej instytucji.
      Bardzo podobnie jest w innych instytucjach i urzędach. Cieszę się, że pani Anna zwróciła uwagę na słupski bajzel.

      Usuń
  10. Jadąc do Słupska też miałem nadzieję. Miałem nadzieję. Tą nadzieję obalil Marcin Anaszewicz, który mnie przywitał słowami "Co Pan może wiedzieć o Słupsku skoro jest Pan z...." W tym momencie według mnie podwazyl kompetencje R. Biedronia jako Prezydenta tego miasta. Sytuację uratował p. Marek Biernacki, który raczej zorientował się że ten pierwszy walną gafe. Rozmowę z dyrektorem biura wspominam bardzo źle, zamknięty w swojej wizji jak wek na zimę. Po rozmowie pierwsza moja myśl jaka była to taka, że za cholere z tym człowiekiem nie będę pracował. Miałem ochotę napisać do samego Biedronia, ale ostatecznie odpuściłem.
    Osobiście współczuję Pani i jestem pełen uznania, że podjęła Pani decyzję by pracować tam gdzie Anaszewicz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czyżby b. prezydent mazurek bronił swojego ważnego stołka? Może czas zwolnić miejsce młodszym, bardziej związanym z kulturą i sztuką...

    OdpowiedzUsuń
  12. Aniu , ja w Ciebie wierzę, odpocznij od tego ,więcej dystansu, Jesteś ponad nimi, Radek Podlasia

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy!
    Pisać do Prezydenta nie ma sensu.Nie odpowiadana nawet na urzędowe pisma.

    OdpowiedzUsuń
  15. "Absolutnym oczkiem w głowie poprzednich władz (i częściowo obecnych) była orkiestra symfoniczna Sinfonia Baltica - zdaniem rządzących jedna z najlepszych orkiestr w kraju."

    Przepyszny żart! :D

    Jak można/ czy w ogóle można mówić o orkiestrze, która gra 1-2 koncertów miesięcznie (w tym np. "Legendy popu symfonicznie"). Czym się rządzący w Słupsku tym razem upalili? :)

    Artur Czerwiński

    OdpowiedzUsuń
  16. Po Pani został tylko smród, który będzie się za Panią ciągnąć niestety.
    I jedno pytanie dlaczego Pani się przedstawiła,,,,,,że jest Pani z Warszawy jak Pani reprezentowała Słupsk a pochodzi z Białegostoku ???

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszystko, to prawda. Te same komentarze można usłyszeć od osób pracujących w Ratusz i innych współpracujących instytucjach. Biedroń rozczarował, Wojewódzka jeszcze bardziej. Jak ona rządzi, jakimi sposobami ...to warto upublicznić

    OdpowiedzUsuń
  18. Apeluję do Igora Nizio, nie pisz tutaj postów, bo ci deskorolkę zabiorę i nie będziesz miał czym jeździć po słupskim Ratuszu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co dzieciak ma robić? Dostaje za to publiczne pieniądze, więc siedzi i pisze...

      Usuń
  19. Szanowna Pani,
    przyznam, że nie bardzo rozumiem tego typu zachowanie. Pretensje pod Pani adresem dotyczyły wypowiedzi n/t orkiestry, wypowiedzi, którą potwierdzili Finowie. Jaka by ta orkiestra nie była, to zdaje się (delikatnie pisząc) jest to sytuacja mało elegancka, gdy osoba REPREZENTUJĄCA miasto działa na jego szkodę (nie wiem jak inaczej interpretować Pani wypowiedź potwierdzoną przez Finów n/t słupskiej orkiestry). Z doniesień medialnych wynika, że za tą własnie wypowiedź straciła Pani prace. Broni się Pani w mało elegancki sposób opisując swoje zawiedzione nadzieje i sposób funkcjonowania miasta. O ile zastrzeżenia są zasadne jako takie (co do sposobu funkcjonowania), o tyle nie rozumiem jak mają się do tego co się wydarzyło. Wszak to żadne usprawiedliwienie Pani zachowania a i linia obrony mizerna. Tak przez analogię, to trochę tak jakby klub piłkarski zatrudnił utytułowanego zawodnika, a ten na meczu wyjazdowym strzelał gole do swojej bramki tłumacząc, że drużyna i tak jest słaba. Gdy został zwolniony stwierdza, że Ci co go zwolnili słabo grają.

    OdpowiedzUsuń
  20. Szanowna Pani Anno,
    Bardzo jest mi bliskie Pani rozumowanie o polityce kulturalnej, administrowaniu instytucjami, idea Quango's itd. Jestem jednak głęboko zawiedziony Pani powyższym tekstem. Pisze Panu, że ja, czyli nowy dyrektor Nowego Teatru, zamierzam prowadzić teatr offowy. Przyjmuje to Pani za tezę i krytykuje Pani taki pomysł. Nie mam pojęcia skąd czerpie Pani informacje na temat moich planów czy koncepcji programowej. Z całą pewnością jednak proszę zmienić źródło informacji lub po prostu odrobinę zgłębić temat - nie są to wszak informacje tajne. Z wielką chęcią spotkam się z Panią i o idei Nowego Teatru porozmawiam. Z całą pewnością jednak nie będzie to teatr offowy. Ze względu na zobowiązania wobec wszystkich slupszczan, którzy utrzymują naszą instytucję, zamierzamy prowadzić w miarę możliwości nowoczesny teatr środka oraz różne projekty i programy angażujące lokalną społeczność i środowiska artystyczne miasta i całej Polski. Jednym z nich jest program "Noffy Teatr" skierowany do grup lub twórców niezależnych. Tą aktywność teatru ocenił bym na 5-10% naszej działalności. To zdecydowanie za mało na stwierdzenie, że zamierzam prowadzić teatr offowy. Przypominam jednocześnie że wspieranie lokalnych artystów wpisane jest w statut prowadzonej przeze mnie instytucji i to na pierwszej jego stronie - zachęcam do lektury, jest bardzo krótki. Współpraca z podmiotami ma jeszcze kilka innych aspektów wzbogacających naszą instytucję: promocyjny, edukacyjny czy ekonomiczny. Bardzo chętnie przedstawię Pani głębszą analizę programu jaki mamy zamiar realizować w Nowym Teatrze. Mam nadzieję że uda mi się wyprowadzić Panią z, jestem przekonany, nieumyślnie popełnionego w Pani tekście błędu.
    Gorąco i bez żadnej urazy pozdrawiam
    Domini Nowak - od dwóch miesięcy dyrektor wspomnianego przez Panią Nowego Teatru w Słupsku

    OdpowiedzUsuń
  21. Trudno mi oczywiście odnosić się do meritum, bo w Słupsku nigdy w życiu nie byłem a nawet gdybym był, to i tak to nie daje podstaw do wypowiadania się.Ale tekst, Aniu, przeczytałem ze zrozumieniem). Oto Polska właśnie.Jest to bardzo smutne. I zupełnie nie dziwi. Przerażający jest ten brak szacunku , kompletne idiotyzmy (jak ten z biblioteką). Tu by sie przydała analiza psychologiczna. Ale mam też pytanie. Czy w swojej działalności napotkałaś ludzi myslących podobnie, sojuszników?

    OdpowiedzUsuń
  22. Wierzymy własnej logice zamiast sprawę zbadać w oparciu o różne wiadomości. Dlatego warto przyjrzeć się uważnie tej sprawie i mieć własny pogląd na ten temat.
    Przytoczę kilka faktów.
    1) Polska Filharmonia Simfonia Baltica w Słupsku jako osoba prawna, stanowi zespolenie ludzi i środków materialnych celem realizacji określonego działania.Wyodrębniona jest w postaci jednostki organizacyjnej.
    2) Polska Filharmonia Simfonia Baltica jest miejską jednostką organizacyjną i jest zależna w jakimś stopniu od UM w Słupsku.
    3) Pan Bohdan Jarmułowicz zarobił w 2014 roku blisko 200.000 zł(dwieście tysięcy złotych). Jak jego wynagrodzenie ma się do zarobku muzyków filharmonii słupskiej?. Wiadomym jest, że bez muzyków p. Jarmułowicz jako dyrygent byłby osobą bezrobotną i może podzielałby los wielu bezrobotnych bez prawa do zasiłku.
    4) Co się dzieje z pieniędzmi za grane ,,ekstra koncerty,,. Muzycy grają je często w ramach pensji lub otrzymują dodatkowe wynagrodzenie w kwocie 50 zł - 200 zł. W tym samym czasie dyrygent za ten sam koncert bierze wiele tysięcy złotych.
    5) Jak się ma pensja p. Jerzego Mazurka w stosunku do pensji muzyka w filharmonii?. Dodam tylko, że stanowisko dla p. Mazurka kilka lat temu utworzono specjalnie dla niego. Co tak naprawdę robi p. Jerzy Mazurek w słupskiej filharmonii i czy jego wynagrodzenie za pracę może być wielokrotnością wynagrodzenia jakie otrzymuje muzyk?.
    6) W wyborach na prezydenta miasta Słupska głosowałem na kandydata na prezydenta p. R. Biedronia. Obiecał on przed wyborami, że wiceprezydenci będą z konkursu i spoza Słupska. Życie zweryfikowało jego obietnice. Przykładem tego jest osoba wiceprezydent p. Krystyny Danieleckiej - Wojewódzkiej wybranej na urząd bez konkursu, z nominacji i za sprawą wcześniejszej, kilkuletniej znajomości z p. R. Biedroniem.
    Powracając do dnia dzisiejszego, może już czas aby odwołać cały słupski układ ,,trzymający władzę,, a sięgający korzeniami lat 70 -tych ubiegłego wieku, zakotwiczony nie tylko w Urzędzie Miejskim w Słupsku.
    Warto aby powyższe osoby wypowiedziały się publicznie w powyższych tematach. Wszak są ,,utrzymywane,, z publicznych pieniędzy.

    z poważaniem
    Arkadiusz Pardo (Doktor Judym)
    Aktualnie absolwent studiów podyplomowych na kierunku muzykoterapia z psychoprofilaktyką stresu.

    Ps. Drogi p. Mazurek, droga p. Danielecka, drogi p. Jarmułowicz, są jeszcze osoby pamiętające waszą odległą przeszłość i wasze zasługi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trafna i prawdziwa wypowiedź!!!!!! dyrygent BIERZE 3 tys. zł a muzyk 150 zł!!!!!!!!

      Usuń
  23. Jak tam zdrówko (psychiczne)?

    OdpowiedzUsuń
  24. Niestety, ludzie zagłosowali na avatar - na medialny wizerunek Roberta Biedronia. Gdyby wiedzieli, że głosując na Roberta wybierają de facto Danilecką - Wojewódzką czy Biernackiego to by go w życiu nie wybrali...

    OdpowiedzUsuń
  25. W odpowiedzi na artykuł pt. Stan kultury w mieście ( Gazeta - Magazyn Głos Pomorza, Głos Słupski, Słupsk 04.03.2016 r. ,autor p. Aleksander Radomski), napiszę kilka zdań używając formy literackiej i metafory.

    Po analizie tekstu można wyciągnąć wniosek. Wyraziła Pani swój sprzeciw względem zła. Trzeba mieć odwagę aby to uczynić. Pani taką odwagę posiada. Adwersarze to ,,bezkształtne istoty,,. Mądre i prawe osoby o tym wiedzą, głupcy tego nie widzą.
    Intencje Pani były szczytne i jasne. Za intencją szedł Pani entuzjazm i czyn. Zabrakło tylko wsparcia.
    Wszystkiego dobrego Pani Aniu. Odeszła Pani z tego ,,trudnego miasta,, z tarczą a nie na tarczy. Odeszła Pani z tego ,,trudnego miasta,, z twarzą a nie bez twarzy. Życzę powodzenia na nowej drodze życia. Życzę także wielu dobrych ludzi wokół siebie.

    z poważaniem
    Arkadiusz Pardo (Doktor Judym)
    Aktualnie - absolwent studiów podyplomowych na kierunku muzykoterapia z psychoprofilaktyką stresu

    Ps. Stan kultury w mieście ? Dali temu wyraz ,,słupscy politrucy,,.

    OdpowiedzUsuń
  26. Proszę się trzymać, Pani Aniu! Podziwiałem kiedyś Słupsk za jego aktywność, oryginalność pomysłów kulturalnych i ich realizację. Proszę przeczytać mój artykuł "Czy prowincja ma szansę? Wyprzedzanie awansu" w: MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO-KULTURALNY „KONTRASTY” nr 11/1979; także na mojej stronie www.muzykalia.edu.pl
    Serdecznie pozdrawiam i życzę Pani i nam wszystkim, by politycy wszelkiej maści odczepili się wreszcie od kultury i pozwolili jej żyć własnym życiem.
    Serdecznie pozdrawiam - Stanisław Olędzki

    OdpowiedzUsuń
  27. This is exactly what I was looking for. Thanks for sharing this great article! http://awriter.org/college-paper-org-review

    OdpowiedzUsuń

Mój blog - zapraszam! Anna Swietochowska