środa, 1 lipca 2015

Sexy public management

Tytuł posta rzecz jasna próbuje być prowokacyjny, bo nic z tego, co się tu w Słupsku dzieje, "sexy" nie jest. Z mojej perspektywy jest ogromnie dużo pracy - ale niezwykle interesującej pracy. Jak porządny urzędnik stawiam się o 7:30 i to jest jedyna rutynowa sytuacja.

Przed podjęciem obowiązków zawodowych ktoś reprezentujący ważną dla polskiej polityki kulturalnej instytucję zapytał mnie, czy odłożyłam sobie na terapeutę. Nie, nie odłożyłam i myślę, że nie będzie takiej potrzeby. Przede wszystkim dlatego, że jest tu bardzo dobra energia i się ogólnie ludziom chce. Wydawało mi się, że będę się musiała borykać z pewnymi sprawami sama, a tu miła niespodzianka - ktoś się już tym zajmuje i wystarczy się dogadać (na przykład w kwestii współpracy z organizacjami pozarządowymi). Oczywiście cała masa wyzwań przede mną. Jest mi trudno - bo nikogo nie znam. Inaczej - znam już bardzo wiele osób, ale to jeszcze jest ciągle za mało. Nie mam orientacji w przestrzeni. Słupsk jest bardzo pięknym miastem i są naprawdę wyjątkowe miejsca, których jeszcze nie czuję i przez to nie mam pomysłu na ich wykorzystanie. Cieszy mnie jednak współpraca z dyrektorami instytucji kultury i bardzo mnie cieszy, że odzywają się do mnie sami artyści - tego bardzo, bardzo, bardzo potrzeba.

Drugim powodem, dla którego nie muszę zbierać na terapeutę jest moje stoickie podejście do życia (polecam blog i książki dr Tomasza Mazura.. naprawdę wszystko staje się prostsze). Powierzono mi do wykonania pewne zadanie, do którego wydaje mi się, że mam kompetencje. Długo pracowałam nad tym, żeby je nabyć. Staram się mieć jednak w sobie dużo pokory i bardzo otwarty umysł, żeby nie iść utartym schematem, ciągle żywo analizować i oceniać sytuację. Zaskakuje mnie jednak jedna rzecz - jakoś to jest dla mnie zupełnie niepojęte, jak często ludzie rozmawiając ze mną o mojej pracy - w dobrej wierze - doradzają mi jakieś polityczne strategie, sugerują, z kim się powinnam trzymać, a komu przeciwstawiać na przykład, co ogólnie robić, żeby zrobić itd.

Nie interesuje mnie polityka i politykowanie, nie obchodzi mnie, kto ma jakie poglądy, z kim przestaje, gdzie się z kim układa. Spotkałam się na przykład  pierwszego dnia pracy z prawie wszystkimi klubami radnych - z każdego z tych spotkań wyniosłam ciekawe kontakty i konstruktywne wnioski. Nie mam emocjonalnego stosunku do pracy i na dodatek nie zamierzam go mieć. Chcę po prostu rzetelnie spełniać obowiązki (i teraz za Markiem Aureliuszem, stoikiem) zachowując poczucie wolności i rozważną pewność w postępowaniu. Jak zacznę walić głową w mur to uznam, że moja misja się skończyła.

Póki co idziemy dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Mój blog - zapraszam! Anna Swietochowska