Pierwszym założeniem było to, że oczekujemy od kandydatów doświadczenia w koordynacji projektów artystycznych, w pozyskiwaniu funduszy i w zarządzaniu zespołem, ale niekoniecznie musi to być doświadczenie nabyte w instytucjach kultury. Szczególnie gorące zaproszenie skierowaliśmy do osób zaangażowanych w działalność niezależną i aktywność w III sektorze. Ponadto sformułowaliśmy najważniejsze zadania, jakie będą czekały nowego dyrektora, niemniej nie założyliśmy jedynego słusznego rozwiązania organizacyjnego. Byliśmy otwarci na propozycje.
Po drugie promowaliśmy ogłoszenie gdzie się da - portale, ale też nieformalne kontakty, poczta pantoflowa etc. Nie było nawet cienia myśli o tzw. "jedynym słusznym kandydacie".
Jak minął termin zgłoszeń, to wysłaliśmy członkom Komisji CV kandydatów, opis zrealizowanych przez nich projektów i koncepcje funkcjonowania instytucji - w formie elektronicznej, zabezpieczone hasłem. To pozwoliło na zupełnie bezkosztowe i bezproblemowe przeprowadzenie I etapu prac komisji - polegającego na weryfikacji, czy kandydaci spełnili wymogi wskazane w ogłoszeniu o konkursie (członkowie Komisji odesłali nam swoje opinie pocztą lub oddali osobiście). Ponadto daliśmy szacownej Komisji czas na dokładne zapoznanie się z dokumentami - każdy miał go tyle, ile potrzebował, nie było sytuacji "przeglądania papierów" przed wejściem na salę.
Do rozmów z Komisją Konkursową dopuściliśmy wszystkich kandydatów - nawet tych, u których pojawiał się cień wątpliwości, czy aby na pewno mają wystarczające doświadczenie w zarządzaniu zespołem, czy w pozyskiwaniu funduszy. Priorytetem był człowiek, a nie procedury.
Najpierw kandydaci spotkali się z zespołem aktorskim - indywidualnie (nota bene w jednej ze słupskich kawiarni). Zależało nam na opinii zespołu - bo to jest w końcu podstawa funkcjonowania instytucji kultury. Mam jednak przekonanie, że osiągnęliśmy dzięki temu znacznie ważniejszy cel: zespół poznał wszystkich kandydatów, miał prawo głosu, nowy dyrektor nie jest "wrzutą" urzędniczą, tylko kimś, z kim chcieliby pracować. Tym sposobem pierwszy etap oswajania, kontrowersji i nieufności mamy automatem za sobą.
Efekt tych wszystkich starań jest taki, że komisja obradowała bez żadnych awantur i niepotrzebnych dyskusji, jednogłośnie wybrała kandydata - na dodatek wybór był tożsamy z wyborem zespołu. I jest znakomita energia do działania, bo wszyscy gramy do jednej bramki.
No cóż... Teraz pozostaje nam życzyć panu Michałowi i jego Zespołowi powodzenia, a Teatrowi dalszej, świetlanej przyszłości :)
po owocach go poznamy...
OdpowiedzUsuńzawsze
OdpowiedzUsuńBardzo pięknie. Gratuluję wspaniałego konkursu. Taka procedura konkursowa ma sens. Wiadomo po co konkurs jest robiony i jaki ma przynieść efekt i wspaniale że jest nim dobro teatru. I cudownie że wzięto pod uwagę opinię zespołu artystycznego.
OdpowiedzUsuń