Jutro oficjalnie obejmuję stanowisko Dyrektora Wydziału Kultury w Słupsku. Jestem tu od kilku dni. Miałam już szansę rozmawiać, obserwować i myślę, że czeka mnie wyzwanie po prostu kaskaderskie. Ale mam też jakieś - być może naiwne przekonanie, że jest minimalna szansa na to, żeby nie była to jednakowoż próba samobójcza.
Pierwszym wnioskiem jaki mi się nasuwa po tych kilkudniowych obserwacjach jest silne przekonanie, że takie miasta - miasteczka jak Słupsk zasługują na to, żeby się w nich dobrze żyło. Zwłaszcza teraz - w obliczu globalnego trendu rozwoju metropolii, gdzie wszyscy są anonimowi, molekularni, zapędzeni. Myślę, że tu naprawdę można być szczęśliwym.
Słupsk jest wyjątkowo ładnym miastem - schludnym, zadbanym, zielonym. Ludzie są otwarci i bardzo życzliwi. Jest biednie - ale na każdym kroku widać ślady dawnej świetności. No i wystarczy pół godziny jazdy autobusem za niecałe 6 zł, żeby być nad otwartym morzem. Czuję się tu znakomicie.
Kultura w Słupsku jest koszmarnie niedofinansowana. Nie ma co się spodziewać, że się to zmieni, bo jak powszechnie wiadomo miasto jest na skraju bankructwa. Instytucji kultury jest relatywnie dużo - jak na niespełna stutysięczne miasto. Z drugiej jednak strony miałam okazję w weekend uczestniczyć w kilku wydarzeniach kulturalnych (koncert w filharmonii i trzy spektakle) i na wszystkich był komplet publiczności. Co jest absolutnie wyjątkowe. Wydaje mi się, że jest potencjał i w artystach i w mieszkańcach - teraz to trzeba jakoś przeorganizować na tyle, żeby miało to przysłowiowe ręce i nogi. Bo nie ma co też ukrywać, że na pierwszy rzut oka już widać, że niektóre stosowane praktyki są co najmniej zadziwiające (o ile nie absurdalne) i ten potencjał, który jest, zdecydowanie nie jest wystarczająco wykorzystywany.
Nie sztuką jest zarządzać nieograniczonymi zasobami - wyczynem jest zrobić coś z niczego. I to jest właśnie ten przypadek. Z moich artystycznych doświadczeń wynika, że często wychodzą z takich sytuacji najciekawsze rozwiązania. Tu niestety olbrzymim ograniczeniem jest jeszcze cała machina biurokratyczna. I może się nie udać... ale jakby powiedział Marek Aureliusz - należy podjąć ten trud człowieczy.
Trzymajcie kciuki!
Trzymamy! Niestety my również żywimy obawy, że nie wygra Pani z całkiem sporą grupą wyżeraczy, którzy na słupskiej kulturze bardzo dobrze się upaśli, a mają z nią tyle wspólnego, co portret JPII z gabinetem Prezydenta Słupska. Większość słupskich placówek kultury okupuje armia urzędników. Dla artystów nie ma w nich miejsca. Ot, polska norma.
OdpowiedzUsuńspróbujemy... plan jest :) pozdrawiam!
Usuń